Popielec - staropolskie zwyczaje te zapomniane i te kultywowane

PopielecPopielec to święto, które miało istotne miejsce w dawnej Polsce. Wiązało się z wieloma zwyczajami, nie tylko związanymi z obrządkiem kościelnym. I choć nasza cywilizacja znacznie poszła do przodu, szkoda, że odeszły w zapomnienie nasze polskie zwyczaje. Może nie powrócimy do tamtych obrządków, ale ... warto choć powspominać.

W dawnej Polsce o północy z wtorku na środę popielcową, gdy wszystkie huczne zabawy już ucichły, jeden z biesiadników witał post specjalnym zwrotem, który kierował bezpośrednio do gospodyni domu. Mówił, że czas już na przygotowanie postnego posiłku, czyli żuru. Wtedy pani domu przechodziła do kuchni, aby rozpocząć przygotowanie potrawy.

Właśnie o północy rozbrzmiewały wszystkie dzwony kościelne. Cichła muzyka oraz gasły światła. Kiedy uderzenia dzwonów cichły, gospodyni domu wnosiła na stół półmisek przykryty pokrywą. Obrzęd ten nazywano podkurkiem. Biesiadnicy ustawiali się wokół półmiska, a pan domu podnosił pokrywę. Spod niej wylatywał ptak, którym najczęściej był wróbel. Na półmisku leżały śledzie, jaja i stał kubek mleka. Była to właśnie maślana kolacja, zwana inaczej podkurkiem. Należy zaznaczyć, iż zwyczaj ten był kultywowany zarówno wśród bogaczy, jak i wśród chłopów.

Zaznaczmy, że gdyby goście odmówili tego poczęstunku, popełniliby wielki nietakt, a nawet grzech. Niejednokrotnie uczta trwała do białego rana, ale ucztowano w ciszy i smutku. Zdarzało się, że biesiadnicy wróżyli sobie za pomocą mleka. Mianowicie za pomocą łyżki nabierali nieco płynu i ochlapywali nim sufit. Powstałe kształty plam odczytywano, jako wróżby na przyszłość.

W środę nad ranem w każdej karczmie przy wejściu wieszano przetak z popiołem. Sadzano na piecu małego chłopca, który pociągał za sznurek przymocowany do przetaka, ilekroć ktoś przekraczał próg karczmy.

Chłopi, ludzie mieszkający na wsi, również mieli swoje specjalne zwyczaje na ten czas. Chowali instrumenty, błyskotki oraz lustra. Kobiety w tym czasie nie nosiły żadnych ozdób, ani też kolorowych, barwnych strojów. Ich suknie musiały być bardzo skromne i co ważne, w ciemnym kolorze.

O specjalnej godzinie, kościelne dzwony wzywały na specjalną popielcową mszę. Była to msza pokutna, w trakcie której księża posypywali głowy wiernych popiołem. Popiół ten otrzymywano ze spalenia ubiegłorocznych poświęconych palm. Zwyczaj ten kultywowany jest do dziś. Ma przypominać każdemu wiernemu o nieuniknionej śmierci, zgodnie ze słowami, że człowiek z prochu powstał i w proch się obróci.

I choć obrzęd kościelny symbolizował nadchodzący czas zadumy, nie wszyscy się w tym czasie smucili lub smucili niezbyt mocno. Na wsiach, a także w mniejszych miastach, ale tylko wśród prostych ludzi znana była zabawa polegająca na posypywaniu sobie nawzajem głów popiołem. Coś jak śmigus dyngus, ale na sucho.

Inną zabawą, dominującą wśród prostych ludzi, było rozbijanie garnka pełnego popiołu tuż przed stopami danej osoby. Robili to chłopcy dziewczętom, a dziewczęta chłopcom. Trzeba przyznać, że nie było to na pewno miłe doznanie i bardzo kiepski żart. Bo któż by chciał nagle znaleźć się w chmurze popiołu, która nie tylko brudziła ubranie, ale również powodowała problemy z oddychaniem. Owe garnki z popiołem również rozbijano o drzwi domów.

Jak widać wiele się od czasów staropolskich zmieniło i z lekką tęsknotą można je powspominać.

Komentarze