Tłusty Czwartek i Ostatki - staropolskie zwyczaje i przysmaki

Tłusty Czwartek - pączki i faworkiW dawnej Polsce "Tłusty Czwartek" był bardzo hucznie obchodzony, znacznie huczniej niż dziś. W końcu była to zapowiedź zbliżającego się końca zapustów, czyli karnawału. Zacznijmy może od menu. Podstawowymi przysmakami kojarzonymi z tym dniem były i są pączki oraz faworki. Te cymesy podawane były na bogatych stołach. Biedota i prosty lud raczył się reczuchami i pampuchami.

Pączki i chrusty znane są do dziś i dziś nadal królują tego dnia na stołach. Mało kto pamięta, że tego dnia przyrządzano także inne smakołyki i nie wszystkie na słodko:

  1. Bałabuchy, czyli pszenne bułeczki polane roztopioną słoniną z dodatkiem skwarek.
  2. Okładki z owocami.
  3. Hreczuszki, czyli pierogi z mąki gryczanej z białym serem na słono.
  4. Raczuchy, czyli placki z mąki gryczanej.
  5. Racuchy na słodko.
  6. Plińce, czyli placki ziemniaczane.

Tłusty Czwartek

Tłusty Czwartek to dzień zapoczątkowujący mięsopust. Określa zbliżający się koniec karnawału, kiedy to należy zaniechać spożywania mięsa. Ale ze świętem nie należy kojarzyć tylko i wyłącznie przysmaków. Jak mowa była na początku, tego dnia organizowano huczne zabawy. Zabawy te nazywano Bachusami. Już od świtu ludzie zbierali się w grupy i przechadzali się po ulicach, jednocześnie śpiewając i popijając alkohol. Obwożono kurka, chadzano z turoniem i innymi symbolicznymi zwierzętami i postaciami. Panowie przebierali się najczęściej za cyganów, chłopów, a nawet za Żydów. Kobiety przebierały się za cyganeczki, chłopki i także za żydówki. Jednym z bardziej popularnych zwyczajów było wciąganie przez kawalerów i panny drewnianego pnia do karczmy. Następnie młodzi polewali pień wodą, tak długo, aż właściciel karczmy podał poczęstunek. Po posiłku, zarówno kawalerowie, jak i panny, skakali prze ten pień. Wysokość skoku miała wywróżyć w przypadku kobiet wysokość lnu na polu w kolejnych zbiorach. W przypadku panów wysokość skoku, wróżyła wysokość owsa na polu w kolejnych zbiorach.

Najbardziej znanym rejonem Polski pod względem zabaw zapustnych było Pomorze. Tutaj wśród panów królował taniec jędrzny, a wśród pań - lenny. Taniec lenny polegał na oddaniu jak najwyższego skoku. Musiała go wykonać starsza kobieta, bo to jej wysokość podskoku wróżyła właśnie wysokość lnu w kolejnym plonie. Jędrzny taniec należał do młodych mężczyzn. Wysokość ich skoków, wróżyła wysokość zbóż w kolejnym plonie.

Na Kociewiu popularny również był taniec o nazwie miotlarz. W jednym rzędzie ustawiali się chłopcy, a w drugim dziewczęta. Pomiędzy nimi tańczyła osoba z miotłą, którą w pewnym momencie porzucała i wybierała kolejną osobę do tańca. Zasada była taka, że dziewczęta wybierały chłopców, a chłopcy - dziewczęta, ale ten chłopiec, dla którego nie wystarczało panny, musiał tańczyć przez chwilę z miotła i zabawa zaczynała się od początku. Pasterze także mieli swoje specjalne tańce na ten dzień. Jako rekwizyty używali do nich łańcuchów i kijów. Rybacy tego dnia spotykali się u szypra i zajmowali się wspólnie zaszewinami. Zaszewiny polegały na wspólnym przygotowaniu wielkiej sieci. Trwały dwa dni. Po zakończonej pracy podwieszali sieć pod sufitem, a potem wspólnie się w niej huśtali. Ich zadaniem było jak najszybsze wyplątanie się z niej. Ten, który uwolnił się jako ostatni, musiał postawić beczkę piwa. Na koniec wszyscy wspólnie tańczyli z kuflami piwa.

A skoro mowa była o Pomorzu i zabawach, nie sposób nie wspomnieć o specjałach kulinarnych tego regionu, przygotowywanych specjalnie na to święto:

  1. Purcle, czyli pączki.
  2. Oparzeńce, czyli pączki z ciasta chlebowego, które po upieczeniu polewano gorącą wodą oraz stopioną słoniną.
  3. Plińce, czyli placki ziemniaczane.
  4. Ruchanki, czyli ciastka drożdżowe.

Z czasów staropolskich do dziś przetrwały dwa zwyczaje, którymi są podkoziołek wielkopolski oraz comber krakowski.

Comber najprawdopodobniej pochodzi z Niemiec, gdzie nosił nazwę Zampern. Comber to uliczna zabawa przekupek, która odbywała się najczęściej na krakowskim rynku. Kobiety w tańcu tworzyły krą. Przed zamknięciem w tym kręgu uciekali młodzi chłopcy. Tych, których udało się złapać przywiązywano do kloca. Miała to być zemsta za to, że kończą zapust bez ożenku. Chłopcy musieli się odpowiednio wykupić, aby przekupki ich uwolniły. Zaznaczyć należy, iż ile krain południowej Polski, tyle było odmian tej zabawy. Zwyczaj ten wiąże się z bardzo ciekawą legendą, według której nazwa tej zabawy pochodzi od nazwiska burmistrza, który nie był darzony żadnym zaufaniem, a można wręcz rzec, że był znienawidzony przez krakowskie przekupki. Ta nienawiść miała wynikać z tego, że bardzo surowo karał wszystkich, nawet za najmniejsze przewinienia. Kiedy więc nagle ów burmistrz zmarł, a było to niby właśnie w tłusty czwartek, wszyscy wiwatowali i świętowali z radości. Ale to tylko legenda…

Tak, czy inaczej Tłusty Czwartek był dniem hucznych zabaw, przy czym najgłośniej bawiono się od niedzieli do północy, z wtorku na popielcową środę.

Ostatki

Wtorek, zwany ostatkami, był dniem specjalnym. W Polsce dzień ten zwany jest "śledzikiem", we Francji - Maroli Gras, a w Niemczech - Fastnachtsdienstag. W Anglii ten dzień nosi miano Shrove Tuesday. Bawiono się nadzwyczaj hucznie, ale tylko do północy, a zgodnie ze staropolskim zwyczajem dzień kończono tak zwanym popielcowym kazaniem. Jeszcze w trakcie biesiady, jeden z ucztujących, przebrany za księdza, stawał na podwyższeniu i wygłaszał kazanie. Kazanie całkowicie różniło się od tych, które wygłaszano w kościele. Było pełne dowcipów, anegdot, żartów i oczywiście aluzji. Nie można było w nim pod żadnym pozorem obrażać religijnych uczuć, ani obrażać imiennie żartem obecnych gości.

Po lekturze nasuwa się jeden wniosek… szkoda, że o części zwyczajów już zapomniano i już się ich nie propaguje. Zabawy miały za zadanie integrować ludzi, a jeśli do tego dodamy pyszne smakołyki... bajka dla oka, ucha i brzucha.

Komentarze